WSZYSCY ODCHODZĄ LIP18

Tags

Related Posts

WSZYSCY ODCHODZĄ

 

 

Na samym końcu wydarzeń pozostajesz sam.


Pamiętam kobietę, której się podobałem, a którą ja tylko lubiłem, bo byłem jeszcze zbyt smarkaty, aby wiedzieć, jaki jest następny etap po „lubię cię”. Wiele jej zawdzięczam. To ona pewnej zimy na pytanie, czy fajną mam czapkę – a miałem fajną, bo nową (i fajną)  -  odparła: nikt nie wygląda dobrze w czapce! W jeden wieczór nauczyła mnie ściągać z kobiety biustonosz dwoma palcami. Obu rąk i nóg. To przy niej ostatni raz użyłem zapachu Old spice, gdy powiedziała mi, że nie dość, że wyglądam na 5 lat starszego to pachnę jak dziad. To ją spotkałem tuż przed maturą na plaży.

TOMCIO, PAMIĘTAJ!

– Tomcio, jak matura?
– Właśnie powtarzamy materiał – odparłem wcinając czwartego hot-doga. Kiedyś to robili hot dogi. Buła, parówa i keczup. I nikt nie narzekał!
Chodziła razem z koleżanką po plaży, licząc, że widok morza ją odstresuje.
– Tomcio! – szepnęła.
– Co tam?
– A powiedz mi… obiecaj, że jak się spotkamy za kilka lat, postawisz mi piwo i… będziemy mogli gadać ze sobą tak jak teraz?
– Znasz mnie. Dziewczynę można mieć na jedną noc, przyjaciele zostają na całe życie.
– No tak. To pamiętaj o mnie.

Od rozdania dyplomów nie widzieliśmy się, aż natknąłem się na nią kilka miesięcy temu w jakimś sklepie. Miałem na sobie czapkę. A przecież nikt dobrze nie wygląda w czapce.
– Cześć, Kinga – rzuciłem na przywitanie.
– Znamy się?
Nie pamiętała mnie. Dopiero gdy przypomniałem jej kilka szczegółów, odparła
– Ach, tak. Rzeczywiście kiedyś się spotkaliśmy. Nawet mi się podobałeś. No nic, miłego dnia!
I poszła swoją drogą, mijając mnie tak, jak mija się nachalnego akwizytora. A ja sobie dalej stałem w tej głupiej czapce. Chyba wciąż potrafię ściągnąć z kobiety biustonosz i musiałbym upaść na cycki aby w ogóle dotknąć Old Spice.

 

KOMINKU, ZAPOMNIJ.

Nie byłoby ani tego tekstu, ani zmian, jakie widzicie na blogach i jakimi niebawem będziecie świadkami, gdybym pewnego nudnego wieczoru nie zdecydował się na zrobienie porządków w skrzynce pocztowej. Zalegało w niej ok 30 tys. maili z ostatnich lat. Przed skopiowaniem ich na płytę, przejrzałem wiele, głównie tych sprzed lat. Później zgłębiałem się w swoją przeszłość czytając szkolne notatki, listy, pamiętnik.
I nagle mnie olśniło.
Oni wszyscy odeszli!

Przecież pamiętam głupkowatego kolegę z liceum, który śmiał się ze mnie pytając co chcę robić w życiu z tak słabymi ocenami? Czy nie myślę o przyszłości?
Pamiętam wszystkie osoby, które mówiły mi, że nie mam żadnych ambicji. Pamiętam każdą osobę, która mówiła mi, że nie potrafię pisać.
Tyle razy śmialiśmy się na blogu z tych, którzy już przed laty mówili mi, że się skończyłem, przynudzam.
Teraz ujrzałem ich ponownie. Czytałem słowa sprzed lat wymyślone przez idiotów, którzy próbowali zmienić moje życie.

 

SŁOWA

Możemy zapomnieć o ludziach, ale pamiętamy o słowach. Pamiętamy o radach, jakie są nam udzielane, wytkniętych wadach, komplementach.
Nie potrafisz robić wywiadów, źle wyglądasz w czapce, brzydko pachniesz, masz słabą głowę, nie jesteś szarmancki, nie potrafisz być miły, zachowujesz się jak ponurak.
Prawdy i gównoprawdy. Wypowiedziane mniej lub bardziej bezmyślnie. Zostają w nas na zawsze, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy.
Jako bloger słuchałem wielu rad.
Od tych pierwszych, jeszcze przed jego założeniem „a kto to będzie czytał?”, po późniejsze przewijające się przez lata. Pisz więcej o tym, pisz o tamtym. Bądź taki a taki. Rób to i tamto.
Przy przenoszeniu bloga rzucił mi się w oczy komentarz jednej dziewczyny, która cieszyła się, że zabroniłem prywatnych rozmów na blogu. Nareszcie będzie mogła swobodnie komentować, bo towarzystwo wzajemnej adoracji bardzo jej przeszkadzało.
Sprawdziłem – nigdy więcej nie zalogowała się na blogu.
Nigdy tak naprawdę ją nie obchodziłem. Ale to mogłem zrozumieć dopiero po czasie.

Czasami pewne słowa zmieniają nasze życie, ale tylko dlatego, że źle je odbieramy.
W zeszłym roku widziałem się z moją byłą. Przyznałem jej, że do dziś pamiętam jak przed 4 laty powiedziała mi, że nie lubi u mnie czytać „pewnych” tematów, bo słabo mi wychodzą. Od tamtej pory na blogu sporadycznie pisałem w „tym” gatunku.
Ona zaskoczona odparła:
– Tyle razy miałam zapytać cię, dlaczego nie piszesz na „te” tematy!
– Nie wiem, utkwiło mi w głowie, że słabo mi wychodzą. Ty nigdy źle mi nie doradzałaś.
– Zgłupiałeś?! Ty właśnie powinieneś częściej w tym stylu pisać! Nigdy bym ci czegoś takiego nie powiedziała! Co ty teraz wymyślasz? Ale ty jesteś baran, wiesz?
Wiem. Ta rozmowa tylko przyspieszyła decyzję o założeniu kominek.es.

Ale gdy spojrzycie wstecz na swoje życie, gdy poszukacie wokół siebie setek ludzi, którzy od początków waszego życia, wyrażali o was opinię, spostrzeżecie, że większości z nich już nie ma przy was.
Wszyscy odchodzą. Zostają po nich tylko słowa.
Poszli swoją drogą. A my się dla nich zmienialiśmy. Dla rodziców, dla nauczycieli, dla przyjaciół i tych, których serca należały do nas.
Kiedyś w liceum jedna dziewczyna powiedziała mi, że dobrze wyglądam z gładko ogoloną twarzą. Potrzebowałem 5 lat i jednej silnej kobiety, która wybiła mi ten idiotyzm z głowy. Odtąd noszę trzydniowy zarost.
Z nią wciąż mam kontakt, a tamtej od gładkiej twarzy nie widziałem 7 lat. Gdybym jej powiedział, że się myliła, pewnie wzruszyłaby ramionami.

 

SAMOTNOŚĆ

Całe lata pisałem cholernego bloga w mniejszym lub większym stopniu dostosowując się do oczekiwań, jakie w danym momencie deklarowali czytelnicy.
I gdzie do cholery oni teraz są? 30 tys. maili w skrzynce pocztowej. Większość z nich nawet nie pamięta, że do mnie pisała. To nic. Na większość przecież nie odpisywałem. Miałem ich w dupie, tak jak oni teraz mają w dupie mnie. Tak jak ja mam teraz w dupie wszystkich, którzy w najbliższym czasie wystosują wobec mnie jakieś oczekiwania, wypowiedzą słowa niezadowolenia i rozczarowania.

Jesteście bez znaczenia. Nie dlatego, że wami pogardzam. Jesteście bez znaczenia, bo wy i tak kiedyś odejdziecie, tak jak odchodzili przed wami, a teraz po prostu robię krok do przodu wyprzedzając waszą obojętność wobec mnie.
Nie miejcie mi tego za złe. Rozejrzycie się wokół siebie. Spójrzcie na tych, którzy modelują wasze życie wedle swoich upodobań. Nie robią tego dla was, tylko dla siebie. Czysty egoizm. Nawet jeśli mają rację, to oni i tak odejdą. Nie będzie ich przy was, gdy położycie się spać, gdy rano spojrzycie w lustro. Nie będzie ich przy was w trakcie nieprzespanych nocy. Na wsparcie większości z nich nie będziecie mogli liczyć w trudnych chwilach.
Nie chcę, byście przestali ich słuchać, byście deklarowali gimnazjalną filozofię „nie obchodzą mnie opinie innych”, nie piszę tego, by dać wam życiowe wskazówki. Mnie o wiele przyjemniej zaczęło się żyć, gdy uzmysłowiłem sobie te dwa głupio-mądre słowa: wszyscy odchodzą.
Na samym końcu wydarzeń pozostajesz sam.