ŁAWECZKA II SIE09

Tags

Related Posts

ŁAWECZKA II

Wszystko, co robimy – czynimy dla wspomnień.

 

CZAS PRZESZŁY

Kiedyś pisałem wam o mojej ławeczce. Miejscu, które posiada każdy z nas, bo mamy takie miejsca, do których potrzebujemy wracać, nawet jeśli pamięć o nich budzi w nas tęsknotę, miejsca, które opowiadają naszą historię, piękne chwile z tymi, którzy kiedyś byli nam bliscy. To miejsca, w których wszystkie pytania, jakie sobie zadajemy, pozostają bez odpowiedzi.
Przed 10 laty na przełomie lipca i sierpnia siadałem na swojej ławeczce z kobietą, z którą moje drogi się rozeszły.
– To będzie nasza ławeczka. Jeśli kiedyś będę chciała cię odnaleźć, szukanie zacznę od tego miejsca. Masz tu na mnie czekać, rozumiemy się?
– Za kilkanaście lat tego drzewa tu nie będzie. (…) będę cię szukał wszędzie tam, gdzie byliśmy razem.

W istocie, tego drzewa już dziś tam nie ma.

DWA KŁAMSTWA, JEDNA PRAWDA

Kłamałem pisząc wam, że całowaliśmy się. Spędzaliśmy ze sobą całe dnie, ale ona nigdy nie dowiedziała się, że byłem w niej zakochany. Poza tym byliśmy za młodzi, za głupi i jeszcze nie wiedzieliśmy, jak się całować z języczkiem.
Kłamałem, gdy pisałem wam dwa lata temu, że pisała do mnie kilka razy, ja zaś przekładałem odpisanie na listy, aż w końcu gdy to zrobiłem, już nigdy nie otrzymałem odpowiedzi.
W rzeczywistości ostatnie słowa, jakie do mnie powiedziała, gdy się żegnaliśmy, brzmiały „napisz do mnie” i to właśnie zrobiłem.
Prawda jest taka, że nigdy nie otrzymałem odpowiedzi.
Wiele razy wracałem w to miejsce, aby posiedzieć, pomyśleć, rozpamiętywać i planować sobie życie.  Skłamałbym ponownie, gdybym napisał, że przez 10 lat zadawałem sobie pytanie, czy ona jeszcze o mnie pamięta, czy wspomina nas, czy wie, że ja pamiętam i przychodzę co roku na naszą ławeczkę.
Czy jest świadoma tego, że ten chłopiec, który kiedyś spędzał z nią tutaj każdą chwilę, wciąż czeka na list.

10 LAT PÓŹNIEJ

Lata mijały, były inne w moim życiu, a i czas robił swoje. Bywało, że zapominałem o jej istnieniu aż w końcu nabrałem przekonania, że już nigdy się nie spotkamy.
Przecież właśnie na tym polega życie, na nieustannym poznawaniu ludzi, których widzimy tylko jeden raz i tylko jeden raz mamy szansę ich przy sobie zatrzymać. Zwykle mamy na to tylko trzy sekundy.
I kiedy nastała w pełni wiosna 2011 roku, a właściwie kiedy już prawie zbliżało się lato, ona do mnie napisała.

Czytałam Cię przez kilka miesięcy, ale nie zwracałam uwagi na zdjęcia, nie rozpoznałam Cię, aż trafiłam na tekst o ławeczce. Tej samej, na której tyle razy siadałam myśląc, czy jeszcze kiedyś się zobaczymy. Będziesz tam w tym roku?

Tak, będę.

PRZEZNACZENIE

Pewien niezasłużenie nielubiany pisarz powiedział raz, że kiedy czegoś gorąco pragniesz, cały wszechświat działa potajemnie, by udało Ci się to osiągnąć.
No nie wiem, nie wiem…
Nasze spotkanie miało odbyć się na przełomie lipca i sierpnia. Ona miała przyjechać ze znajomymi na trzy dni, ja na trochę dłużej, bo co roku odwiedzam na tydzień rodzinę.
Najpierw musiałem przełożyć przyjazd o jeden dzień, bo kumpel złamał nogę i ktoś musiał go dobić, następnego dnia najzwyczajniej w świecie zaspałem na pociąg. Trzy budziki mnie nie obudziły.
Aż ostatniego dnia… znowu zaspałem! Ale tym razem postanowiłem nie odpuścić i wsiadłem w podróż pociągami z trzema przesiadkami.
Tuż za Poznaniem spaliła się lokomotywa.
W efekcie po 12-godzinnej podróży dotarłem do Kołobrzegu tuż przed północą.
Ona też nie miała łatwo, bo przez cały dzień miała gorączkę i przeleżała w łóżku.
Wychodząc w nocy z domu nie zdążyłem nawet wysłać jej smsa, gdzie i o której będę. Padła bateria.
W drodze jeszcze dopadły mnie myśli, takie całkiem oczywiste: a o czym do jasnej cholery ja mam gadać z kobietą, której nie widziałem od 10 lat i z którą nic mnie nie łączy? Toć ja nawet z kumplami, których znam od lat, nie mam tematów na dłużej niż kilka minut!
Ale głupio tak będzie spotkać się i nie móc wydusić słowa, czuć to krępujące milczenie, szukać głupich tematów do rozmów, udawać, ze wcale nie chcemy pójść każde w swoją stronę. Głupio tak po 10 latach pomyśleć „wszystko było złudzeniem”, to już nie ta sama osoba.
Oj wszechświat, durniu ty. Ty już zrobiłeś bardzo dużo, aby to spotkanie nigdy się nie odbyło i weź już daj se siana. Żadnych złych myśli. Ta noc po prostu się wydarzy!

POWRÓT NA ŁAWECZKĘ

Nie przeczytalibyście tego tekstu, gdyby tamtej nocy przydarzyły nam się dwie sytuacje – poszlibyśmy do łóżka albo ona okazałaby się brzydką, nieinteresującą, głupią kobietą. I gdyby ona miała ten tekst przeczytać, ale obiecała mi, że zrobi to dopiero za rok. Trzymam Cię, maleńka, za słowo!
Na wszelki wypadek przed wyjściem z domu powiedziałem mamie, że „raczej wrócę za godzinę”, choć w myślach miałem „wrócę, jeśli jej już nie będzie”.
Wyjazd zaplanowany miała na 8 rano. Mieliśmy zatem 6 godzin. W każdym innym przypadku pomyślałbym, że to za dużo, ale chyba ona także już po kilku minutach wiedziała, że w tak krótkim czasie to my nawet nie zdążymy się dobrze przywitać.  Są  ludzie, przy których wszystkie zegarki chodzą nam zbyt szybko i każda noc jest za krótka na sen.
Było tak, jakbyśmy nie widzieli się kilka dni, a nie 10 lat. Ja w tym czasie straciłem włosy i młodzieńczy wąsik pod nosem, a ona chyba zapomniała się zestarzeć. Właściwie to dorobiła się jeszcze lepszych nóg niż miała, ale nie mam pewności, bo i tak częściej gapiłem się na dekolt. Doskonale udawała, że tego nie widzi.
I kiedy w środku nocy usiedliśmy na kocu nieopodal miejsca, gdzie dawniej była nasza ławeczka, udało nam się cofnąć czas, napisać sobie nową historię ławeczki, a wspomnienia z dawnych lat ocalić od zapomnienia.
Aż w pewnym momencie wręczyła mi prezent.

TULIPAN

Mały, przycięty, trochę pognieciony i już nie pierwszej świeżości tulipan.
– To nie jest przypadek – powiedziała uśmiechając się z uroczym wyrachowaniem.
– Sprytne.
– Jak to szło… A kiedy zapomnisz, że jestem…
…będę pamiętał, że byłaś.

Nigdy nie opowiedziałem wam historii tulipana, ale opowiadałem wam o starym dziadzie, którego poznałem na naszej ławeczce 8 lat temu.

STARY DZIAD

Siedział bezczelnie na naszym przewróconym drzewie. Dziwny, bo z pozoru zaniedbany, ale idealnie czyste buty, a obok niego leżał tulipan. Taki dosyć mocno obcięty, nie wiem jak to opisać. Nieważne. (…)
Przyjrzyj się mi. Poznajesz?
Odwróciłem się w jego stronę. W pierwszym odruchu pomyślałem, że mogliśmy się już kiedyś spotkać, ale nie. Nie o to mu chodziło. Chciał mi dać do zrozumienia, że nie jestem nikim wyjątkowym ze swoimi myślami.
– Nie ma nic złego w rozpamiętywaniu przeszłości, bo ja też mam powód, by tu wracać.
Po tych słowach zrozumiałem, że stary, posiwiały dziad był tym, kim ja kiedyś będę. Nim. Starym dziadem rozpamiętującym coraz więcej tego, co minęło. Tym samym sentymentalnym idiotą, jakim jestem teraz. Wracającym do miejsc, w których nie pozostało już nic z przeszłości. (…)
Opowiadał mi o tym, co już wam pisałem – uczuciach, które wolał ukrywać w milczeniu, o historii tulipana, kobietach swojego życia, przyjaźni, rozstaniach.

- Teraz i ja mam tutaj swojego tulipana.
– Jestem przekonana, że rozmawiając z tamtym panem zastanawiałeś się czy nie jest tobą z przyszłości. Pozwoliłam sobie na nutkę kobiecego egoizmu i pomyślałam, że na wszelki wypadek ja chcę być tym kwiatem.
– Historia tulipana nie była o nas. Jestem przekonany, że moglibyśmy każdą następną noc kończyć nad ranem i nie znudzić się sobą, ale oboje wiemy, że ciąg dalszy naszej historii nie nastąpi ani jutro, ani za tydzień.
– Nastąpi w tym samym miejscu za 10 lat.
– Cholernie będzie mi się ten czas dłużył, ale zgoda.
– Za 10 lat, tyle że następnym razem to ty kupujesz kwiaty. Wiesz, tak wypada.
– Chyba zaoszczędzę parę groszy i przyniosę tego. Mam dla niego miejsce między kartkami pewnej książki, w której trzymam już różę.
– Może być. Nie boję się konkurencji.

TAM, GDZIE WCIĄŻ JESTEŚMY

Pierwsi turyści leniwie schodzili się na plażę, by z samego rana zająć najlepsze miejsca, kiedy my brzegiem morza wracaliśmy do miasta. Na piasku napisaliśmy „Kołobrzeg 2011″. Gdzieś tam oboje czuliśmy przerażenie, że kolejny raz, kiedy się spotkamy, będzie rok 2021, my będziemy o kolejne 10 lat starsi. Tym razem nam się udało. 10 lat to było zbyt mało, byśmy stali się obcymi ludźmi, byśmy nie mogli znaleźć porozumienia. Mimo że oboje dorośliśmy. Ona z młodej dziewczynki wyrosła na kobietę, ja zaś z nieokrzesanego dzieciaka, wyrosłem na jeszcze większego gówniarza.

Dzień przed powrotem do Warszawy wróciłem na ławeczkę.
Zapomniałem powiedzieć Ci o najważniejszym. Może nie jestem najbardziej romantycznym facetem na świecie, może wzrusza mnie co najwyżej widok jelonków na tle zachodzącego słońca i może za często gapię się kobietom na cycki, ale pomijając wszystkie okropne wady, jakie posiadam, pozostałem wciąż tym samym chłopcem, który kiedyś codziennie kradł rodzicom klucze do skrzynki i biegł na pocztę, bo czekał na Twój list. Tym samym głupkiem, który zapomniał nawet zapytać Cię, dlaczego wtedy nie odpisałaś. Zapomniałem zapytać nawet czy mój list do Ciebie doszedł. Bez względu na to, jaką odpowiedź bym uzyskał, zawsze będę wierzył, że to wszystko miało sens.
Jestem tym samym chłopcem, który co roku wraca na ławeczkę i jeśli bozia mi nóg nie upierdoli, to będę na nią wracał tak długo, dopóki będę tam widział i nas, i tego starego dziada i siebie z przeszłości, a od niedawna – siebie z przyszłości.
Wracałem tam zawsze, kiedy miałem jakieś problemy, ale także wtedy, kiedy powodziło mi się w życiu.
Wszyscy wracamy na nasze ławeczki, na miejsca, opowiadające naszą historię, po to, by mówić do nikogo, że nasze życie ma sens, istniejemy po coś i dla kogoś. W takich miejscach bardziej niż w jakichkolwiek innych zdajemy sobie sprawę z nieuchronności przemijania, ale i ta nieuchronność wiąże się zawsze z nadzieją na lepsze jutro.
Wszystko przemija.
Wszystko, co jest tu i teraz, stanie się przeszłością. Te chwile, których jeszcze nie znamy, one przecież także przeminą.
Ludzie, miejsca, wydarzenia, problemy, radości i smutki.
Wiem, banał. Cóż z tego, skoro to prawdy, o których zapominamy! Sensem „wszystkiego” jest to, co po „wszystkim” nam pozostanie i o czym będziemy pamiętać siadając na ławeczkach naszego życia.
Bo wszystko , co robimy – czynimy dla wspomnień.