Tylko odważni potrafią uciekać GRU11

Tags

Related Posts

Tylko odważni potrafią uciekać

Pamiętacie, kiedyś pisałem wam, że wystarczy tylko jedno spojrzenie na kogoś, kogo widzimy pierwszy raz w życiu, aby móc powiedzieć – pamiętam Cię. To jest ten moment, kiedy patrzysz na kogoś i już wszystko wiesz. I nawet jeśli tego nie rozumiesz, to nie zadajesz tych wszystkich pytań, które się zadaje, a po paru latach patrzysz na ślubne zdjęcie wiszące przy ścianie i dalej wiesz, że to był piękny dzień, tylko teraz inaczej byś się ubrał.
Pamiętam, kiedyś siedziałem na ławce nieopodal Pałacu Kultury. Był ciepły sierpniowy wieczór, dookoła chodzili sobie ludzie, przejeżdżały samochody, w okna najwyższych wieżowców, jakie widziałem w życiu paliły się światła, a ja się na to wszystko po prostu gapiłem.
To był mój pierwszy raz w Warszawie. Ledwie jeden dzień od 8 rano do 22 wieczorem. Jeden dzień wystarczył mi, abym zobaczył w tym mieście siebie z przyszłości i podjął decyzję, że tu jest moje miejsce, ci ludzie będą moimi sąsiadami, po tych ulicach przejdę jeszcze wiele razy. Pewnego dnia tutaj będzie mój dom.
Miałem wtedy 15 lat.

MAŁY KOMINEK W WIELKIM MIEŚCIE

Byłem 550 km od domu, nikt nie wiedział gdzie jestem, ja sam nie do końca rozumiałem po co znalazłem się w stolicy i robiło mi się miękko w nogach na myśl, że rodzice mogliby dowiedzieć się o mojej wycieczce. Powiesiliby mnie za jaja. I zabrali komputer.
Przez ostatni tydzień tzw. cała Polska szukała dwojga nastolatków, którzy postanowili sobie uciec z domu. Zainspirowała mnie ich historia. W tym czasie stali się bohaterami mediów telewizyjnych, prasowych i radiowych. Internet też ich szukał. Policjanci dwoili się i troili, by ich zatrzymać, aż w końcu dopadli gówniarzy bodajże na ulicy w Gdańsku. Całych, zdrowych, najedzonych i nieszczęśliwych tylko z jednego powodu: ktoś im przerwał przygodę życia.
Dlaczego nie pozwalamy ludziom uciec?

Ja swoją „ucieczkę” do Warszawy planowałem przez kilka tygodni. Pewne było tylko jedno: rodzice nigdy by mnie nie puścili nawet do sąsiedniej wioski. Trzymali mnie krótko, za co jestem im wdzięczny, bo gdyby nie ich smycz, to pewnie zacząłbym ćpać, chlać i chodzić na dziwki. Przesadnie mądrym dzieckiem to ja niestety nie byłem.
Najpierw od rana do wieczora sprzedawałem muszelki na plaży, aby zarobić na pociąg, życie i alkohol. To ostatnie dla kumpli, którym zorganizowałem dwudniową imprezę na działce pod miastem. Oni byli moim alibi. Mieli siedzieć i pić, gdy ja będę w stolicy i pamiętać, że jak ktoś zapyta, to mają mówić: ” Tomek jest z nami, psze pani, ale poszedł gdzieś”.
Nie pochodzę z patologicznej rodziny i na szczęście nigdy nie miałem powodu by uciekać z domu, ale miałem powód by spełniać swoje marzenia, a zobaczenie Warszawy, obiad w McDonald’s, pójście do „dużego” kina, przejazd metrem -  dla chłopaka, który przez całe życie widział to tylko w telewizji – było wielkim przeżyciem. Był tez inny powód, ale to opowieść na inną historię.
Plan został zrealizowany w stu procentach. Pierwszego wieczoru wsiadłem w pociąg do Warszawy, który na miejscu był o 8 rano i tego samego dnia wieczornym pociągiem wróciłem z powrotem do domu. Jeszcze tylko rankiem prosto z pociągu poszedłem na plażę, już nie pamiętam po co, chyba żeby nie wzbudzać podejrzeń, że wracam z imprezy o świcie.
„Jak się udał wyjazd na działkę?” „Znakomicie, mamo!”
Dopiero niedawno wspomniałem mamie o tej przygodzie. Nie uwierzyła. „Przecież ty byłeś takim grzecznym dzieckiem”.
Byłem wtedy w wieku tego chłopca, którego gliniarze szukali przez ostatni tydzień i który teraz pewnie ma bardzo przesrane.
Mnie się udało. Jeden dzień w Warszawie na zawsze zmienił moje życie, o czym jeszcze wam kiedyś opowiem, ale jedno jest pewne: dziś nie pisałbym do was, gdybym wtedy nie odważył się zrobić czegoś wbrew woli najbliższych.



NIE POZWALAMY LUDZIOM UCIEKAĆ OD NAS

Kiedy czujemy się dobrze w czyimś towarzystwie, chcemy tę osobę przy sobie zatrzymać.
Kiedy ktoś wyjeżdża na bardzo długo, próbujemy zatrzymać lub obarczamy go naszą tęsknotą.
Gdy odchodzi od nas ktoś, kogo darzymy uczuciem, próbujemy zmienić jego decyzję.
Kiedy ktoś umiera, bez względu na to czy pragnie odejść, próbujemy przedłużyć mu życie.
Nie pozwalając ludziom odejść, nie okazujemy im naszego szacunku. Realizujemy swoją potrzebę życia z nimi.

Na co dzień bierzemy odpowiedzialność za cudze uczucia. Jeśli ktoś nas kocha, zostajemy przy tej osobie tak długo jak się da, a często nawet i dłużej. Bywamy szczęściem dla kogoś, kto jest nieszczęściem dla nas. Boimy się ucieczek. Boimy się zmian. Nie boimy się za to konsekwencji, jakie ponosimy nie czyniąc żadnych zmian.
Krytykujemy tych, którzy wybierają życie bez nas i na przekór nam.
Mężczyzn odchodzących od kobiet w ciąży. Kobiety, zdradzające kochających ich mężów. Dzieci uciekające z domów, by przeżyć przygodę życia. Przyjaciół, którzy odmawiają nam przysług. Partnerów, którzy przestają nas kochać. Sportowców poddających się w walce. I wszystkich tych, którzy nie robią tego, co według nas powinni i do czego ich zobowiązaliśmy.
Sami też dajemy się obwiązać łańcuchami zobowiązań wobec ludzi, którzy przecież i tak kiedyś od nas odejdą. Bo wszyscy odchodzą. Poza garstką tych najbliższych, z którymi łączą nas więzy krwi, wszyscy prędzej czy później odchodzą. Na samym końcu wydarzeń pozostajemy sami. Nierzadko zostawieni i skopani przez tych, od których wcześniej nie uciekliśmy, bo nie dawali nam ku temu powodu.

ODWAGA I UCIECZKA

Miałem kiedyś taką jedną znajomą, która na dzień przed ślubem poinformowała swojego przyszłego męża, że nie zostanie jego żoną i poprosiła go, aby wyprowadził się z jej mieszkania. Znałem go. To był facet z krwi i kości, niegłupi i dobrze radzący sobie w życiu. Nie miał do niej żadnych pretensji. Jeszcze tego samego dnia przeniósł się do hotelu. Ona – jak się później okazało – właśnie na dzień przed ślubem poznała innego faceta. Intuicja podpowiedziała jej, że będzie z nim szczęśliwsza i wbrew rozsądkowi, wciąż gorącym uczuciom, rodzinie i przyjaciołom – wybrała uczucia do kogoś, kogo ledwo co znała.
Jej niedoszły mąż ułożył sobie życie z inną kobietą i chyba są razem do teraz. Ona parę miesięcy później była znowu sama. Ten nowy okazał się dupkiem i porzucił ją dla kogoś innego.
Można wyciągnąć z tego morał, że jednak nie warto uciekać. Rzecz w tym, że ona do dziś jest przekonana, że postąpiła słusznie i ja jej wierzę.

A MOŻE BY TAK WYBRAĆ ŻYCIE?

Pamiętam taką scenę w filmie „Godziny”, w której bohaterka grana przez Julianne Moore odchodzi od kochającego męża i małego dziecka. Bez podania przyczyny. Tak po prostu zostawia wszystko i odchodzi. Gdy po wielu latach wspomina tę decyzję, wyznaje ze łzami w oczach, że zdecydowała się na ten krok, bo wolała wybrać „życie”. Ta scena bardzo utkwiła mi w pamięci. Pozornie szczęśliwa matka i żona odważyła się uciec do życia. Wiedziała, że zrani rodzinę, ale ważniejsze były jej potrzeby niż branie odpowiedzialności za ich uczucia. Wiele razy w życiu przypominałem sobie ten fragment. To były momenty, kiedy kogoś rozczarowywałem swoimi decyzjami i nie zawsze te osoby rozumiały, kiedy wyjaśniałem, że to nie ich wina i mimo że ranię, to nie jest to moim celem.
Ja tylko wybieram inne życie!

To żadna odwaga uciekać, gdy nas biją i gdy wszystko się wali. Największą odwagą jest kierować się intuicją. Nie słuchać rozsądku, który mówi nam „jesteś przecież szczęśliwy!”, „przecież go kochasz!”, „NIE możesz tego zrobić, pomyśl o konsekwencjach!”. Boimy się zmian, zwłaszcza tych, których konsekwencji nie możemy przewidzieć oraz tych, które uczynią nas szczęśliwszymi, ale obniżą jakość naszego życia. Boimy się krzywdzić ludzi, a tym samym skazujemy się na to, by nasze przywiązanie do nich, ograniczało nas, nasze ambicje i marzenia.
Życie jest krótkie. Młodość jest krótka. Tylko jeden raz przeżyjemy dzisiejszy dzień, ten miesiąc, ten rok. Czy warto żyć dla kogoś, a nie dla siebie?
Jeśli chcemy być szczęśliwi, musimy mieć odwagę być od czasu do czasu być egoistami, sukinsynami i chamami. Mieć odwagę rzucić wszystko w cholerę i odejść. Mieć odwagę kochać najbardziej siebie samego. Kto tego nie rozumie, jest albo nieśmiertelny albo zwyczajnie głupi.