Czego się spodziewałeś? LUT04

Tags

Related Posts

Czego się spodziewałeś?

Jedno pytanie. Odpowiedź na wszystko.

 

„House” oglądacie? A zresztą nieważne. O serialu tylko w dwóch słowach będzie. W jednym z odcinków była taka scena, w której bohater (wiecie, ten niski) żali się koledze (wiecie, temu czarnemu), że mu się żona z chaty wyniosła. Znaczy się – zdradzała go i w końcu postanowiła upgrade’ować zdradę na poziom romansu, co zawsze poprzedzone jest pakowaniem walizek i kończy się” nie dzwoń, nie pisz, nakarm kota”.
No i żali mu się, żali, na co ten czarny ripostuje: c z e g o   s i ę   s p o d z i e w a ł e ś?

 

[pullquote align="left"] Dzisiejszy tekst publikowałem w czasopiśmie Maxim (1/11), w którym co miesiąc ukazują się moje felietony [/pullquote]

Niski zmienił temat, akcja potoczyła się dalej, a mnie olśniło. Rany boskie! Przecież w tym jednym niepozornym pytaniu dostajemy odpowiedź na większość najważniejszych pytań, jakie człowiek stawia sobie w życiu!
No czego się spodziewałeś, baranie? Czego miał się niski spodziewać, skoro żona mu się puszczała od dłuższego czasu? Że kochanek na stałe zamieszka w szafie? Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły mu: tak to się musi skończyć!
Trzy piękne słowa: czego się spodziewałeś.

 

Ale zaraz, zaraz, pomyślałem sobie, a może bym tak sprawdził to na własnej skórze? Zwłaszcza, że mam piękne laboratorium doświadczalne w postaci skrzynki pocztowej.
No to weźmy trzy pierwsze maile z brzegu.
Mariolka (imię zmyślone – jakżeby inaczej) napisała, że zamieszkała z facetem, a on dużo pije i nigdy nie kupuje kwiatów. I co ona biedna ma robić?
Druga Mariolka nie rozumie, dlaczego ciągle nie może sobie znaleźć faceta, a wszyscy, którzy ją otaczają, zwracają uwagę wyłącznie na jej ciało, a nie intelekt. Do maila dołączyła fotkę. Niestety.
Trzeci mail napisała moja była. Też Mariolka. Zapytała, dlaczego tak szybko ją zostawiłem.
„Szybko?” – pomyślałem. Cały weekend to dla niej szybko?
Wszystkim trzem odpisałem to samo. Poprosiłem, aby tak na spokojnie przemyślały  całą drogę, jaką przeszły od zaistnienia problemu aż do wysłania do mnie maila, a na sam koniec same sobie zadały pytanie: czego się spodziewałaś?

 

Odpisały mi jeszcze tego samego dnia.
Pierwsza przyznała, że już przed zamieszkaniem z facetem on nadużywał alkoholu, często przepuszczał pieniądze u bukmacherów, pieniędzy nigdy nie wystarcza mu do „pierwszego”, zwłaszcza, że wypłatę ma 28.  A kwiaty kupił tylko raz w życiu. Na Wszystkich Świętych.
Druga osiągnęła Himalaje samokrytycyzmu przyznając, że z jej wyglądem (waga superciężka) faktycznie trudno mieć wielkie oczekiwania w świecie facetów nie zwracających uwagi na intelekt. Nie miałem serca odpowiedzieć jej, że faceci szczególną uwagę na linię brzegową kobiety zwracają dopiero wtedy, gdy intelektu po prostu brakuje.
Trzecia odpowiedziała, że po mnie można się wszystkiego spodziewać i jak sobie tak wszystko na spokojnie przemyślała, to nawet była zdziwiona, że aż tyle z nią wytrzymałem i nie wystawiłem faktury VAT.

Nieważne, czy zostawia Cię kobieta, kolega nie oddaje kasy, zupa była za słona, brzoza rosła za wysoko. Próbując dotrzeć do źródła problemu, idź na skróty, zadaj sobie to jedno proste pytanie „czego się spodziewałeś”, a  w mig pojmiesz, że wszystko, nawet to, czego przed chwilą nie pojmowałeś, jest… dokładnie takie, jakie miało być. W sytuacjach kryzysowych przyczyn porażek szukamy najpierw u siebie. To błąd i prosta droga do depresji, a od depresji do gleby mamy wtedy już tylko rzut beretem. Nawet jeśli zło jest w nas, starajmy się w pierwszej kolejności zrzucać winę na innych. Nie tylko wyjdzie nam to na zdrowie, ale częstokroć spostrzeżemy, że w rzeczy samej – wina leży po drugiej stronie.
Nie dalej jak tydzień temu mój kolega Andrzej miał problem z kobietą, która go zdradziła.
- Wiesz może czy już wcześniej zdradzała swoich partnerów? – zapytałem.
- Tak, ale tylko ze mną.
- No to czego się spodziewałeś?
Nic nie odpowiedział. Przecież gdyby oznajmił, że spodziewał się od niej dozgonnej wierności, wyszedłby na idiotę. W tym tkwi cała magia tych trzech pięknych słów. Lubimy żyć złudzeniami, że otaczają nas ludzie lepsi niż są w rzeczywistości, żyjemy tymi złudzeniami z dnia na dzień, a gdy przychodzi co do czego i ktoś nam podkłada świnię, wtedy zdejmujemy klapki z oczu i… dziwimy się. Jak ona mogła mi to zrobić? Jak to się stało? Wtedy właśnie warto wypowiedzieć trzy magiczne słowa, a życie stanie się prostsze, bo ani chybi spostrzeżesz, że podświadomie już wcześniej dostawałeś znaki ostrzegawcze. To jest ten moment, kiedy ręce opadają i mówisz sobie „ja wiedziałem, że tak będzie”.
Gorzej, gdy mimo wszystko pozostajesz zaskoczony. Gdy te trzy słowa nie działają. Wtedy każde lustro mówi ci: jesteś baranem. Nie przejmuj się. Statystycznie rzecz biorąc zawsze nim byłeś. Najwyższy czas się przyzwyczaić.