Czyż nie dobija się koni? LUT17

Tags

Related Posts

Czyż nie dobija się koni?

 

No jak ja lubię takie przypadki. Facet odsądzany od czci i wiary, bo żonę umierającą na raka zdradzał z 19-letnią panienką. I nawet dziecko jej zrobił. Ma rozmach, skurczybyk. Dobre trzy lata temu pod tym samym tytułem (czyż nie jest idealny?) wspominałem o innym przypadku. Chyba ekspremiera Marcinkiewicza, który też odszedł od chorej małżonki. Znaczy się – zamienił ją na nowszą wersję.

Przedwczoraj dostałem maila z podobną sprawę. Pisała kobieta, pozwoliła mi zdradzić szczegóły. Miała problem, bo nie bardzo wiedziała jak odejść od faceta, który przed dwoma miesiącami stracił dwie kończyny.

Żeby było brutalniej argumentowała, że to wciąż jest super facet, wciąż go kocha, ale on bez tych kończyn po prostu gorzej zadowala ją w łóżku. Doradziłem jej, aby nigdy nie powiedziała mu prawdy, rozglądała się za innym facetem, a gdy już pozna odpowiedniego, wtedy odejście od chorego stanie się dużo prostsze.

Dziwnie jest ten świat zbudowany, że można zmieniać sobie partnerów, gdy są zdrowi, ale gdy już coś im dolega (np. ciąża), to trzeba przy nich trwać choćby nie wiem co. Każdy powód do zakończenia związku jest dobry, podobnie jak każdy powód, by znaleźć sobie kogoś lepszego. Ja, będąc chorym na raka albo bez rączek, nóżek i główki, chciałbym mieć przy sobie kobietę, której by to nie przeszkadzało. Sam bym pogonił ją, gdyby zaczęła marudzić, że w łóżku jestem jeszcze gorszy niż byłem. Rozumiałbym, że kocha się za coś, a nie jak twierdzą barany „pomimo czegoś” i jeśli powody miłości przestają istnieć, to się ona kończy. Pod tym czy innym pozorem. To takie proste. I nie ma co mieć wyrzutów sumienia, bo druga strona też by ich nie miała, o czym poszkodowani przez los wiedzą najlepiej. Nie ma w tym żadnego przypadku, że osoby chore, niepełnosprawne czy kalekie są często samotne i mogą liczyć co najwyżej na przyjacielskie wsparcie. Wszyscy jesteśmy egoistami. I dobrze.